Ave kochani... za cholerę nie mogę się zdecydować jaki kolor się zrobić, bo każdy się czepia ;-; Okej, to był post z mojego starego bloga, ale myślę, że będzie tu idealnie pasować xd Oczywiście wszystko na faktach. I jeśli ktoś w ogóle to czyta, to proszę o jakiś komentarz, jakikolwiek, może to być zwykła kropka xd No i chociaż klik w reakcję, dzięki :D by Sei
Opowiem wam teraz historię o pewnej osobie. O osobie która nie bała się życia, ale straciła je szybko.
W głębinach Warty wyłonił się on... a dokładniej został wyłowiony z
wody przez dziewczynę w różowych włosach. Wielka miłość kwitła, od
wyłowienia po ślub aż do... zamknięcia w małym napełnionym wodą słoiku.
Mimo to bardzo go kochała ale nie do końca nie wiedziała jak być dobrą
żoną, o nocy poślubnej to już nie wspomnę... Mówią, że poślubiała go dla
pieniędzy , ale to nie prawda! Steve śmierdział, to prawda, ale na
pewno nie pieniędzmi. Po paru dnia odwzajemnionej miłości okazało się...
można tak powiedzieć,że... Steve umarł w butach, a dokładniej w muszli.
Tak drodzy państwo, Steve bym małżem, ale małżem o wielkim sercu!...
niestety do końca wiem gdzie on je miał ale było wielkie!... aż się
wylewało z muszelki... Pogrzeb był skromny, ale dopracowany w każdym
calu. Wzięcie słoika nad rzekę, przelanie zwłok do wiadra, próba nie
oddychania przez nos,wypuszczenie go z prądem rzeki i odparzenie
wiaderka. Jego lśniąca muszla pewnie dopłynęła już do morza. A więc
pamiętajcie, małż też człowiek, nie wolno go zamykać w słoju mniejszym
niż 10x10cm, zawsze jest też komora gazowa ale to potem... Kondolencje
dla żony, Amelio jesteśmy z tobą ;(
Blog jest komedią i parodią dzisiejszego świata. Będą przekleństwa, kontrowersyjne elementy, żadnego przejmowania się kimkolwiek i czymkolwiek. Będziemy się tutaj naśmiewać dosłownie ze wszystkiego i wszystkich, więc od razu ostrzegamy. Jeśli nie chcesz lub nie jesteś na tyle zdystansowany by to czytać bardzo prosimy o opuszczenie bloga. Reszcie, życzymy miłego czytania! :D
czwartek, 10 lipca 2014
środa, 9 lipca 2014
Nie rzucaj w kota, bo dzbankowi się dostanie III
Ave! O tu jest trzecia i mam nadzieję, nie ostatnia część naszych opowiadań :3
A ja mam nadzieję, że ktoś to jednak czyta xD Jeśli się podoba to bardzo proszę o chociaż króciutki komentarz albo kliknięcie w reakcję :D
Niestety to Louis jest prawie tym mądrym w związku i w raz z brakiem sprytu Harry'emu brakowało też cela. Bezsensownie karczował łóżko aż w końcu się poddał i znowu rzucił łopatą... tym razem trafił w bezcenną wazę, którą zrobił Lou. Była ciemnobrązowa, z odciskami palców i dziwnym wzorem po bokach i uszach. Każdy by potwierdził, ze była bezcenna... po prostu nie ma aż tak małej waluty. Ale jednak Louis jest bardzo sentymentalną osobą, spojrzał na niego i zaczął się szarpać.
- Wybacz Lou - uklęknął i sięgnął po kawałek martwej wazy - ale muszę przyznać, że jako dzieciak nieźle ci szło.
- Zrobiłem to wczoraj!
- Aha... kupimy nową! Od czego przecież mamy internet? Do tego ten garnek jakoś nie zmniejszył wartości naszego domu - uśmiechną się głupio ale zobaczeniu wzroku Lou nagle spoważnia... przestał się uśmiechać i opuścił głowę. - ...Może ja wyrzucę te łopatę, co?
- Nie! Tylko to mi zostało, potworze!
- Straciłem kota a ty mi gadasz o jakimś durszlaku?!
- Co? No może i miał parę dziurek ale nie obrażaj go! A kot żyje, kiedy nie patrzyłeś pognał do kuchni. W sumie to mu się nie dziwię, sam bym chciał teraz sobie pójść ale jakiś pedał mnie związał i nie ma nawet cela by mnie porządnie walnąć łopatą!
Harry wziął sobie do serca słowa Louisa. Miał całkowitą rację i zielonooki czuł się teraz naprawdę źle. Popatrzył najpierw na łopatę, a potem na swojego chłopaka, który dalej leżał związany i wściekły na ich wspólnym łóżku, w którym kryło się tyle cudownych wspomnień...Nie, wróć, nie o to teraz chodzi!
No więc Harry uznał, że Lou miał całkowitą i rację, więc podszedł do niego, rozwiązał jego ręce i delikatnie poprowadził go do łazienki. Kazał mu usiąść na sedesie i kiedy niebieskooki zaczął się rozluźniać myśląc, że najgorsze już minęło Harry stanął przed nim i ponownie przywiązał go, lecz tym razem wokół całego ciała i toalety. Szatyn szarpał się i próbował uciec, jednak lina była mocna, więc uspokoił się i zrezygnowany spuścił wzrok na swoje buty. Harry tymczasem wyszedł do kuchni, skąd wrócił z koszem jabłek i łukiem. Wziął jeden owoc i położył go na głowie Lou, po czym naciągnął strzałę i wycelował prosto w jego głowę.
- Co...co ty robisz?! - pisnął przerażony i zszokowany chłopak.
- Jak to co? - zdziwił się Loczek. - Mówiłeś, że jestem jakimś pedałem, który nawet nie potrafi wycelować w ciebie łopatą. Zrozumiałem, że miałeś rację, więc teraz zamierzam poćwiczyć mojego cela, a kiedy skończę (a ty ciągle będziesz żywy) możemy się pieprzyc - wyjaśnił po czym uśmiechnął się złośliwie.
Ponownie uniósł łuk i strzelił.
A ja mam nadzieję, że ktoś to jednak czyta xD Jeśli się podoba to bardzo proszę o chociaż króciutki komentarz albo kliknięcie w reakcję :D
Niestety to Louis jest prawie tym mądrym w związku i w raz z brakiem sprytu Harry'emu brakowało też cela. Bezsensownie karczował łóżko aż w końcu się poddał i znowu rzucił łopatą... tym razem trafił w bezcenną wazę, którą zrobił Lou. Była ciemnobrązowa, z odciskami palców i dziwnym wzorem po bokach i uszach. Każdy by potwierdził, ze była bezcenna... po prostu nie ma aż tak małej waluty. Ale jednak Louis jest bardzo sentymentalną osobą, spojrzał na niego i zaczął się szarpać.
- Wybacz Lou - uklęknął i sięgnął po kawałek martwej wazy - ale muszę przyznać, że jako dzieciak nieźle ci szło.
- Zrobiłem to wczoraj!
- Aha... kupimy nową! Od czego przecież mamy internet? Do tego ten garnek jakoś nie zmniejszył wartości naszego domu - uśmiechną się głupio ale zobaczeniu wzroku Lou nagle spoważnia... przestał się uśmiechać i opuścił głowę. - ...Może ja wyrzucę te łopatę, co?
- Nie! Tylko to mi zostało, potworze!
- Straciłem kota a ty mi gadasz o jakimś durszlaku?!
- Co? No może i miał parę dziurek ale nie obrażaj go! A kot żyje, kiedy nie patrzyłeś pognał do kuchni. W sumie to mu się nie dziwię, sam bym chciał teraz sobie pójść ale jakiś pedał mnie związał i nie ma nawet cela by mnie porządnie walnąć łopatą!
Harry wziął sobie do serca słowa Louisa. Miał całkowitą rację i zielonooki czuł się teraz naprawdę źle. Popatrzył najpierw na łopatę, a potem na swojego chłopaka, który dalej leżał związany i wściekły na ich wspólnym łóżku, w którym kryło się tyle cudownych wspomnień...Nie, wróć, nie o to teraz chodzi!
No więc Harry uznał, że Lou miał całkowitą i rację, więc podszedł do niego, rozwiązał jego ręce i delikatnie poprowadził go do łazienki. Kazał mu usiąść na sedesie i kiedy niebieskooki zaczął się rozluźniać myśląc, że najgorsze już minęło Harry stanął przed nim i ponownie przywiązał go, lecz tym razem wokół całego ciała i toalety. Szatyn szarpał się i próbował uciec, jednak lina była mocna, więc uspokoił się i zrezygnowany spuścił wzrok na swoje buty. Harry tymczasem wyszedł do kuchni, skąd wrócił z koszem jabłek i łukiem. Wziął jeden owoc i położył go na głowie Lou, po czym naciągnął strzałę i wycelował prosto w jego głowę.
- Co...co ty robisz?! - pisnął przerażony i zszokowany chłopak.
- Jak to co? - zdziwił się Loczek. - Mówiłeś, że jestem jakimś pedałem, który nawet nie potrafi wycelować w ciebie łopatą. Zrozumiałem, że miałeś rację, więc teraz zamierzam poćwiczyć mojego cela, a kiedy skończę (a ty ciągle będziesz żywy) możemy się pieprzyc - wyjaśnił po czym uśmiechnął się złośliwie.
Ponownie uniósł łuk i strzelił.
wtorek, 8 lipca 2014
Każdy ma swoje fetysze, łopata też człowiek II
Przez następny tydzień Louis miał tak zwanego focha na cały świat, a najbardziej na swojego chłopaka. Jak on mógł wolec kota od niego? I w dodatku kazał mu nosić to debilne przebranie! Szatyn postanowił się zemścić i sam wymyślił podstęp. Chwycił swój telefon i wybrał odpowiedni numer...
*2 godziny później*
Harry siedział na kanapie z kotem na kolanach, a Louis smażył w kuchni naleśniki nucąc pod nosem. Wtem rozległo się pukanie do drzwi.
- Harry, otwórz! - krzyknął niebieskooki.
Kręconowłosy(Kręconowłosy?... Okej ;-;)chłopak niechętnie podniósł się z mebla i ruszył otworzyć drzwi. Jakież było jego zdziwienie, gdy ujrzał kuriera trzymającego w rękach łopatę. Tępym wzrokiem wpatrywał się w nią, póki nie odezwał się mężczyzna.
- Przesyłka do Louisa Tomlinsona, proszę podpisać - rzekł podając Harry'emu kartkę. Chłopak nie wiedział co robić, ale nagle za jego plecami pojawił się sam Louis.
- Och, nareszcie! - wykrzyknął. - Przyszła moja nowa zabawka! Popatrz, kochanie, jaka ona śliczna! Będzie świetnie pasować do naszej sypialni!
Harry stał tylko z szeroko otwartymi oczyma i zastanawiał się, jakim cudem aż tak spierdoliło się ich życie seksualne.
Patrzył na szeroki uśmiech na twarzy Louisa i łopatę z czerwoną kokardką. Niebieskooki zamknął drzwi i szturchał lekko loczka w plecy popychając do sypialni. Siedzieli na dwóch stronach łóżka odwróceni do siebie plecami, Louis trzymał łopatę i bawił się wstążką. Odwrócił się do Harry'ego i szturchnął do lekko końcówką nowej zabawki.
- Powiedziałem, nie! Nie ma mowy żebyś brał to żelastwo do łóżka! - Powiedział zielonooki znowu wpatrując się w okno.
- Ale... i tak już wziąłem - wzruszył ramionami Louis, Harry szybko się odwrócił, obrzucił go spojrzeniem takim jakby dowiedział się, że jest w ciąży, wyrwał mu łopatę i rzucił na drugą część pokoju, (nie)fartownie trafiając w kota. Na twarzy Louisa pojawił się jeszcze większy uśmiech niż przy dostaniu Gustawy.
*Gustawa - łopata
- Hahahaha! - roześmiał się. - Twój kot dednął!
Louis zaczął się niekontrolowanie śmiać, aż złapał się za brzuch, a w jego oczach pojawiły się łzy. Harry też płakał, ale z całkiem innego powodu. On zabił jego kota, jego ukochaną Helgę! Nie daruje mu tego.
Z czerwonymi od złości policzkami zielonooki gwałtownie wstał z łóżka i podbiegł do martwego ciała kotki. Złapał leżącą tam łopatę i powoli odwrócił się do Louisa z groźnym błyskiem w oczach. Szatyn zdążył już uspokoić śmiech i widząc stan swojego ukochanego, zorientował się, że przegiął i teraz nieźle tego pożałuje.
- Harry...Ja nie chciałem jej zabić, naprawdę - wyszeptał próbując ratować sytuację. Jednak Harry go nie słuchał, bo zawzięcie szukał czegoś w szafie. W końcu znalazł to i z okrzykiem radości spojrzał na Lou, po czym ruszył w jego stronę. Niespodziewanie skoczył na chłopaka sprawiając, że obaj upadli na łóżko, po czym szybkim ruchem złapał nadgarstki Louisa i przywiązał je do łóżka wyjętym wcześniej sznurem. Niebieskooki przeraził się, że Harry chce go ukarać w jakiś niewłaściwy sposób, ale wtedy młodszy zszedł z niego i ponownie wziął łopatę. Z diabelskim uśmieszkiem zamachnął się chcąc go nią zdzielić.
Kolejna część powinna pojawić się jutro ;)
Larry, czyli każdy ma swoje fetysze
Ha, to "opowiadanie" ma chyba z miesiąc, dobrze, że je znalazłyśmy. było dość długie, więc resztę części wyślemy niedługo. Było pisane spontanicznie i... Możliwe, że nie ma sensu, miłego czytania i pamiętajcie, każdy ma swoje fetysze... niektórzy lubią łopaty :*
~ ~ ~ ~ ~ ~ ~
- A masz! - Powiedział Harry rzucając w niego pudłem z pieprzniczkami.
Louis oberwał nią w głowę i upadł na zimną podłogę. Gdy obudził się kilka godzin później, nie miał pojęcia, że wcześniej był pedałem i jak każdego faceta zaczęły pociągać go cycki.
Skierował się do salonu w którym zobaczył Harry'ego, pedalstwo nagle wróciło... ale nadal pociągały go cycki. Podczas seksu Harry musiał zakładać atrapy by Louis był w pełni usatysfakcjonowany.
Jednak pewnego dnia Harry zauważył u siebie pociąg do kotów. Dokładnie przemyślał wszystkie za i przeciw, zastanowił się nad sensem życia, rozłożył na części pierwsze teorię względności Ajnsztajna, odwiedził sąsiadkę, poszedł na mszę po radę jego ulubionego księdza, zrobił sobie kanapkę z szynką, aż wreszcie zdecydował i jeszcze tego samego dnia udał się do specjalnego sklepu i kupił to, co było mu potrzebne. Trochę to potrwało zanim udało mu się przekonać Louisa do przebrania się za kotka, ale gdy zagroził trójkątem z prawdziwym, chłopak niechętnie się zgodził.
I tak o to, nie wiadomo jak, Louis utkwił w stroju kotka. Kiedy wrócili do domu przez dwie godziny usiłował zdjąć kostium, który założył w sklepie bo Harry powiedział, ze wygląda uroczo. W tym czasie loczek bawił się z prawdziwym kotem który jakimś cudem przeszedł za nimi 20 kilometrów... przez to iż Harry zepsuł auto, a w autobusie kanar wygonił Louisa, chłopak męczył się w kostiumie kolejne parę godzin, nie ukrywając ciekawości durnych londyńczyków i Polaków zakrył się gazetami i niczym stos makulatury, wrócił do domu.
czwartek, 3 lipca 2014
Był sobie Maciek...
Hejo :D
Okej, to jest pierwsza z mini historyjek o Maćku~!
Nie ma w niej grama sensu czy morału, jednak mimo to mam nadzieję, że się Wam spodoba.
Enjoy~!
Był sobie Maciek. Okaleczał się regularnie, do czasu, gdy zabrali mu poduszkę. Paradoksalnie popadł w jeszcze większą depresję i próbował się ciąć po ludzku – tępą obieraczką. Jednak z jego szczęściem po dwóch dniach się złamała. Wtedy zaczął szukać innych sposobów, aż trafił do publicznej toalety i znalazł mydło w płynie. Używał go przez kilka dni, kiedy nagle poznał pewną dziewczynę – Różę. Zawróciła mu w głowie swoim pozytywnym nastawieniem i chęciami do życia. Byli szczęśliwi, jednak Maciek nie mógł być radosny zbyt długo, więc nie zdziwił się, gdy na jego ramionach pojawiła się pleśń, a ciało powoli zaczęło gnić. Jednak Róża widząc stan ukochanego zaniepokoiła się i poszli do lekarza. Wyszło, że Maciek miał uczulenie na mydło, dostał raka macicy i zmarł.
I tak oto skończyło się to opowiadanie, thanks for watching, subskrybujcie, komentujcie, łapki w górę mile widziane, pozdrawiają was Sei i Nove.
Czeeść~!
środa, 2 lipca 2014
Ave ;3
Ave
Okej, są wakacje, a my mamy za dużo wolnego czasu. Dzięki temu narodził się oto ten blok blog. Ponieważ nasze prace mają limit dwóch akapitów zaczniemy od historii Maćka. Spoko, potem będzie dłużej...chyba. Ogólnie to mamy pomysły, chęci... ale nasza wena kończy się na powiedzeniu całej historii i napisaniu jednego zdania. Zamierzamy publikować nasze gupie oryginalne i ponoć śmieszne opowiadania. Mamy pierdyliard wymyślonych postaci, w tym Maćka na czele, mamy nadzieję, że wam się spodobają.
Enjoycie!
Sei & Nove
Subskrybuj:
Posty (Atom)